Dekoracje na imprezy i eventy firmowe jak zaplanować oprawę krok po kroku

Dekoracje na imprezy i eventy firmowe jak zaplanować oprawę krok po kroku

Sala wynajęta, catering dopięty, prelegenci potwierdzeni, lista gości zamknięta. A potem ktoś zagląda do środka dzień przed wydarzeniem i łapie się za głowę: ściany w kolorze „biuro", rząd identycznych krzeseł i świetlówka, która spłaszcza każdą twarz. Program bywa znakomity, lecz pierwsze kilkanaście sekund w progu przesądza, z jakim nastawieniem gość usiądzie — i jak zapamięta całą resztę.

Regularnie rozmawiamy w Alex Deco z agencjami obsługującymi firmowe gale, konferencje i premiery produktów w stołecznych obiektach. Wraca ten sam wniosek: oprawę wizualną traktuje się po macoszemu, jako pozycję do „dorzucenia na koniec". Tymczasem to ona pierwsza zdradza, czy spotkanie jest niedbałe, czy dopięte na ostatni guzik. Poniżej rozkładamy temat na czynniki pierwsze — od koncepcji, przez konkretne style dekoratorskie, aż po decyzję, co wykonać własnymi rękami, a co oddać fachowcowi.

Po co właściwie dekorować salę

Dekoracja nie jest ozdobnikiem doczepionym do wydarzenia. To jego pierwsze zdanie, wypowiedziane, zanim ktokolwiek sięgnie po mikrofon. Działa równolegle na kilku poziomach i dobrze rozumieć je osobno.

Zacznijmy od barwy. Kolor ścian, obrusów i kwiatów nastraja gości wcześniej niż treść prezentacji. Chłodne odcienie — grafit, szafir, butelkowa zieleń — wyciszają i pomagają się skupić, dlatego dobrze służą konferencjom oraz szkoleniom. Barwy ciepłe i nasycone rozluźniają, ośmielają do rozmowy, więc lepiej sprawdzą się na części integracyjnej. Przy doborze palety przydaje się prosta reguła 60-30-10: 60 procent powierzchni oddajemy barwie dominującej, 30 procent uzupełniającej, a 10 procent zostawiamy na mocny akcent. Taki podział chroni przed kakofonią kolorów i daje wrażenie zaplanowanej całości.

Drugą warstwą jest światło. Ta sama sala oświetlona zimnym, równym strumieniem wygląda jak korytarz urzędu, a doświetlona ciepłym, punktowym — jak miejsce, w którym chce się zostać dłużej. Temperaturę barwową podaje się w kelwinach: zakres 2700–3000 K daje przytulną, miodową poświatę na bankiety i gale, natomiast światło powyżej 4000 K bywa potrzebne tam, gdzie nagrywa się wideo lub trzeba dobrze widzieć twarz mówcy.

Trzeci poziom to faktura i materiał. Aksamit, len, szkło, surowy metal i świeża zieleń inaczej odbijają światło oraz inaczej „brzmią" w dotyku. Zestawienie chropowatego drewna z gładką taflą lustra albo szorstkiego sznurka z połyskiem satyny buduje głębię, której nie da pojedynczy materiał.

Czwarta warstwa, najczęściej pomijana, to kompozycja przestrzeni — czyli to, jak dekoracja prowadzi gościa przez salę. Wejście ma przyciągnąć wzrok i zatrzymać na chwilę, część główna skupić uwagę na scenie, a strefa relaksu wyhamować i zaprosić do rozmowy. Każdy z tych fragmentów rządzi się własną logiką, choć powinny płynnie przechodzić jeden w drugi.

Język dekoratorów, czyli kilka pojęć do oswojenia

Branża posługuje się słownictwem, które potrafi zbić z tropu już przy pierwszej wycenie. Rozszyfrujmy najczęstsze hasła, bo łatwiej dogadać się z wykonawcą, gdy mówi się wspólnym językiem.

Backdrop to po prostu tło — ścianka ustawiona za sceną, prezydium albo w strefie zdjęciowej. Jej odmianą jest fotościanka (zwana też instaspotem), czyli wydzielone miejsce zaprojektowane tak, by goście robili sobie przy nim zdjęcia i wrzucali je do sieci. Greenery oznacza dekorowanie zielenią — pnączami, liśćmi eukaliptusa, gałęziami — bez dominacji kwiatów. Mech stabilizowany to naturalny mech poddany konserwacji: nie rośnie ani nie usycha, nie wymaga podlewania i znakomicie wypełnia ścianki oraz wycinane logotypy. Ledon, inaczej neon LED, to podświetlany napis lub grafika z giętkiej taśmy diodowej. GOBO to metalowa albo szklana matryca wkładana w reflektor — światło przechodzi przez nią i rzuca na ścianę wzór, napis czy znak firmy. Moodboard to tablica inspiracji, zbiór zdjęć, próbek tkanin i kolorów, który spina pomysł, zanim ruszy produkcja. Kilka kolejnych terminów wyjaśnimy przy okazji konkretnych technik.

Styl pod charakter spotkania

Nie istnieje jedna oprawa do wszystkiego. Inaczej dekoruje się poranną konferencję, inaczej wieczorną galę, a jeszcze inaczej luźną integrację. Zestawiamy najczęstsze kierunki z ich mocnymi oraz słabszymi stronami.

Minimalizm konferencyjny stawia na proste formy i stonowaną paletę. Niskie kompozycje kwiatowe na stołach, podświetlony znak za mówcą, tkanina pochłaniająca echo na bocznych ścianach. Zaleta: nic nie odciąga uwagi od treści, a sala dobrze wypada na nagraniach. Wada: przy zbyt oszczędnej ręce przestrzeń robi się chłodna i bezosobowa, więc trzeba ją ocieplić choćby zielenią.

Glamour to rejestr gal oraz bankietów — złote i srebrne akcenty, kryształowe świeczniki, aksamitne obrusy, bujne bukiety z róż czy piwonii. Robi piorunujące wrażenie już od progu. Druga strona medalu: blisko stąd do przepychu, który zamiast elegancji daje efekt cukierni. Ratunkiem jest powściągliwość w liczbie błyskotek.

Aranżacje tematyczne dają najwięcej swobody i najlepiej bawią zespół. Tropikalne beach party z palmami oraz piaskiem w szklanych pojemnikach, retro w stylu lat 80. z neonowymi barwami i kasetami, neon party utrzymane w świecących odcieniach, jesienny klimat z dyniami, wikliną i girlandami świetlnymi. Plus: spójny motyw zostaje w pamięci na długo i daje gościom temat do rozmów. Minus: motyw trzeba dociągnąć w każdym detalu — od zaproszenia po serwetkę — bo połowiczne przebranie sali wygląda gorzej niż jego brak.

Przy wyborze kierunku trzymajmy się prostej zasady: oprawa ma wspierać cel spotkania, a nie z nim konkurować. Premiera produktu uniesie odważną, nietypową formę; jubileusz firmy zniesie więcej luksusu; szkolenie poprosi o spokój i porządek.

Ścianka kwiatowa i tło do zdjęć — budowa od podstaw

Fotościanka to dziś najczęściej fotografowany punkt firmowego eventu, więc dobrze wiedzieć, jak powstaje. Najpierw decyzja podstawowa: kwiaty żywe czy sztuczne. Żywe pachną i wyglądają nieporównanie szlachetniej, lecz są droższe, trudniejsze w obsłudze i nietrwałe — pełnię urody trzymają kilka, najwyżej kilkanaście godzin. Sztuczne dobrej klasy świetnie imitują naturę, nie więdną, można je wykorzystać wielokrotnie i zmontować z dużym wyprzedzeniem. Na całodniową konferencję albo event firmowy w upale rozsądniejszy bywa ten drugi wybór.

Trzon każdej ścianki to stelaż — najczęściej lekka rama z profili, na którą naciąga się siatkę montażową lub mocną tkaninę będącą bazą. Tu pada pierwsza, najważniejsza uwaga: konstrukcja musi pewnie stać i utrzymać ciężar kwiatów, bo to przede wszystkim sprawa bezpieczeństwa gości, a dopiero potem estetyki. Ramę obciąża się u podstawy albo kotwiczy, żeby nie przewróciła jej fala przechodzących osób.

Dalej idzie żmudna część. Każdą łodygę lub gałązkę przycina się i wpina w siatkę, zaczynając od największych elementów tworzących szkielet, a luki dopełnia drobniejszymi kwiatami oraz liśćmi. Mocuje się je opaskami zaciskowymi albo klejem na gorąco. Sekret naturalnego wyglądu jest przewrotny: nie układać kwiatów idealnie równo i symetrycznie. Lekka nieregularność, mieszanie wielkości i odcieni daje efekt żywej łąki, a nie tapety. Na koniec — światło. Delikatne girlandy świetlne wplecione w kompozycję albo reflektor skierowany pod kątem potrafią z dobrej ścianki zrobić znakomitą; bez doświetlenia nawet bujne tło wypada na zdjęciach płasko.

Tu uczciwa uwaga praktyczna. Duża ścianka — szeroka na kilka metrów, z podświetlanym znakiem i żywymi kwiatami — to już konstrukcja, przy której amatorska próba kończy się stresem oraz opadającymi płatkami. Studia takie jak warszawskie Alex Deco, prowadzone przez Annę Rutkowską, projektują, produkują i montują takie tła kompleksowo, łącznie z transportem i demontażem po imprezie. Jeśli fotościanka ma być wizytówką marki na firmowej gali, oddanie jej w ręce zespołu z zapleczem bywa decyzją, która oszczędza nerwów oraz wpadek.

Girlanda balonowa krok po kroku

Girlanda z balonów to wdzięczna, niedroga i zaskakująco prosta dekoracja, którą da się wykonać samodzielnie nad barem, przy wejściu albo wokół sceny. Wbrew pozorom nie potrzebuje helu — trzyma się dzięki konstrukcji, nie dzięki unoszeniu.

Materiały są skromne: balony lateksowe dobrej klasy w kilku rozmiarach, specjalna taśma do girland z otworami, pompka (ręczna lub elektryczna) oraz drobiazgi do mocowania — żyłka, haczyki samoprzylepne, taśma dwustronna. Sprawdzony przelicznik na metr girlandy to mniej więcej 17 balonów o średnicy 30 cm i tyle samo mniejszych, 12-centymetrowych, do wypełniania przerw, choć proporcje wolno dopasować do efektu.

Pracę zaczynamy od napompowania balonów — najpierw większych, potem drobnych. Tu pierwsza pułapka: nie nadmuchujmy ich do granic możliwości, bo napięty balon pęka przy montażu i szybciej traci kształt. Większe sztuki przewleka się przez otwory w taśmie i mocno wiąże, żeby się nie przesuwały, a w powstałe luki dopycha mniejsze, które nadają girlandzie objętości. Najlepiej łączyć je w klastry, czyli grona po kilka balonów, bo to one dają bujny, organiczny kształt zamiast płaskiego sznurka.

Reguła estetyki jest ta sama co przy kwiatach: różne rozmiary, ograniczona i dobrze dobrana paleta 2–3 barw oraz kilka balonów chromowanych lub transparentnych jako akcent. Gotową girlandę podwiesza się na żyłce w kilku punktach naraz, żeby nie opadała ani nie skręcała się pod własnym ciężarem. Dodatki — sztuczne kwiaty, gałązki eukaliptusa, podświetlenie — doklejamy na samym końcu, gdy widać już całość i łatwiej ocenić, czego brakuje.

Kompozycje na stoły i sekret gąbki florystycznej

Na stołach obowiązuje zasada, o której łatwo zapomnieć w zachwycie nad bukietem: dekoracja nie może zasłaniać gościom twarzy ani utrudniać sięgania po jedzenie. Kompozycję robimy więc albo niską — poniżej linii wzroku siedzących — albo wysmukłą, wyniesioną na tyle wysoko, by rozmowa toczyła się pod nią. Stół w formie bufetu lepiej ozdobić na obu końcach niż pojedynczą bryłą na środku, która zabiera miejsce na półmiski. Druga rzecz to zapach. Kwiaty o intensywnej woni przy posiłku, zmieszane z aromatem potraw, potrafią odebrać apetyt, dlatego do jedzenia dobiera się gatunki dyskretne.

Narzędziem, które stoi za większością trwałych aranżacji, jest gąbka florystyczna (zwana też pianką lub z angielska oasis). Występuje w 2 odmianach, a pomylenie ich psuje całą robotę. Gąbka mokra, zielona, z żywicy fenolowo-formaldehydowej, chłonie i magazynuje wodę — to ona przedłuża świeżość kwiatów ciętych. Gąbka sucha, szara albo brązowa, z pianki poliuretanowej, wody nie wchłania i służy wyłącznie kompozycjom ze sztucznych oraz suszonych roślin.

Namaczanie mokrej gąbki wygląda banalnie, lecz ma swoje prawa. Kostkę kładzie się luźno na powierzchni wody w naczyniu szerszym i głębszym od niej, po czym czeka, aż sama, równomiernie nasiąknie i opadnie na dno. Dopychanie jej siłą to najczęstszy błąd początkujących — w środku zostają wtedy suche pęcherze powietrza, a wbite tam łodygi nie dostają wody i szybko więdną. Do wody dobrze dolać odżywki do kwiatów ciętych. Łodygi przycina się tuż przed wpięciem, pod kątem 45 stopni, co zwiększa powierzchnię chłonięcia. Układanie prowadzi się od środka na zewnątrz i od najokazalszych kwiatów wyznaczających formę, dopełniając przestrzeń mniejszymi oraz zielenią. Raz wykorzystanej mokrej gąbki nie używa się ponownie — jej struktura jest już podziurawiona łodygami.

Tekstylia, drapowanie i akustyka

Tkanina to najtańszy sposób na całkowitą metamorfozę wnętrza. Potrafi przykryć nieładną ścianę, ocieplić surową halę i podzielić zbyt dużą przestrzeń, a kosztuje ułamek tego, co kwiaty na tej samej powierzchni.

Najczęściej sięga się po drapowanie, czyli układanie materiału w dekoracyjne fałdy. Lekkie, zwiewne tkaniny — szyfon, organza, tiul — podwiesza się pod sufitem, spuszcza wzdłuż ścian albo rozpina za stołem prezydialnym, tworząc miękkie, świetliste tło. Cięższe materiały, jak aksamit czy welwet, dają bardziej dostojny efekt i lepiej trzymają kształt. Najciekawiej wypadają zestawienia faktur: przezroczysty tiul obok matowego welwetu, satyna przy szorstkim lnie. Żeby uzyskać równe fale bez ręcznego upinania, używa się taśmy marszczącej lub systemu wave, który układa materiał w regularne, powtarzalne fałdy już podczas wieszania.

Tekstylia mają też wymiar praktyczny, o którym rzadko się myśli. Miękkie tkaniny rozwieszone na ścianach i suficie pochłaniają echo, więc w sali z twardym, dudniącym pogłosem poprawiają zrozumiałość mowy oraz jakość nagłośnienia. Na konferencji w betonowym wnętrzu tkanina dźwiękochłonna bywa równie istotna co światło — gość, który nie rozumie prelegenta, wyjdzie z gorszym wrażeniem niezależnie od urody aranżacji.

Światło, które reżyseruje nastrój

Oświetlenie to warstwa, która najtańszym kosztem podnosi rangę wydarzenia, a bywa odkładana na sam koniec. Tymczasem profesjonalna dekoracja świetlna zmienia odbiór sali mocniej niż jakikolwiek inny element.

Punktem wyjścia jest światło dekoracyjne ścian i obiektów. Naświetlacze typu LED PAR zalewają kolorem ściany, kolumny oraz sceny, a barwę da się dopasować do palety marki. Do precyzyjnego podświetlania pojedynczych rzeczy — bufetu, eksponatu, instalacji — służą reflektory punktowe. Prawdziwy popis dają ruchome głowy w odmianach spot, beam i wash: rzucają wędrujące wiązki, które stają się widoczne dopiero w lekkiej mgle, dlatego na większych scenach sięga się po wytwornicę dymu. Tą samą drogą, przez matrycę GOBO, wyświetla się na płaszczyźnie wzór albo okolicznościową grafikę.

Na stoły bankietowe trafiają dziś bezprzewodowe kule i lampy LED zasilane akumulatorem, sterowane pilotem, świecące nawet do 8 godzin — bez kabli ciągnących się przez salę. Dobierając sprzęt do ogrodu czy na taras, dobrze sprawdzić oznaczenie szczelności: klasa IP44 poradzi sobie z wilgocią, a IP65 z deszczem. Klimat dopełniają girlandy świetlne i metrażowe systemy fairy lights rozwieszane pod sufitem, a także świece w szklanych osłonach — najbezpieczniejsze ze wszystkich źródeł żywego ognia. Osobny efekt daje światło UV, które w ciemności wydobywa białe i pomalowane specjalną farbą elementy, co bywa solą imprez tematycznych.

Marka wpleciona w dekorację

Typowy event firmowy różni się od prywatnego przyjęcia tym, że ma pracować na wizerunek marki. Logo oraz firmowe barwy trzeba wpleść w oprawę tak, by były obecne, lecz nie krzykliwe.

Najmocniej działa znak świetlny. Podświetlany ledon z nazwą firmy za sceną albo projekcja GOBO na ścianie czyta się od progu i znakomicie wypada na zdjęciach gości. Subtelniejszą drogą jest powtórzenie firmowej palety w kwiatach, tkaninach i świetle — róże w odcieniu z identyfikacji, naświetlacze ustawione na kolor logo, obrusy w barwie marki. Panele LED za prelegentem pozwalają dynamicznie zmieniać grafikę oraz kolor zgodnie z przebiegiem wydarzenia. Dobra fotościanka łączy jedno z drugim: dyskretny znak wpleciony w kwiaty albo mech daje markę na każdym kadrze, bez nachalności billboardu.

Granica jest cienka. Kiedy logo widać za dużo — na ścianie, serwetce, balonie i ekranie naraz — przestrzeń zmienia się w stoisko reklamowe, a goście to wyczuwają. Lepiej wybrać 1–2 nośniki marki i zrobić je porządnie, niż obkleić salę powtórzeniami tego samego znaku.

Samodzielnie czy z dekoratorem — co się opłaca

Część oprawy spokojnie wykonamy własnymi siłami, przy innej szybko sięgniemy granic czasu, sprzętu i bezpieczeństwa. Dobrze rozdzielić te zadania na chłodno, zanim kalendarz zacznie gonić.

Samodzielnie z powodzeniem zrobimy girlandę balonową, niskie kompozycje na stoły, drobne dekoracje stref kawowych czy proste tła z tkanin. To prace, które wybaczają niedoskonałości i nie wymagają dźwigania ciężkich konstrukcji. Po stronie „zrób to sam" przemawiają niższy koszt oraz osobisty charakter, jaki wnosi ręczna robota zespołu.

Inaczej rzecz się ma z dużymi instalacjami. Kilkumetrowa ściana kwiatowa, podwieszenia pod wysokim sufitem, oświetlenie sceniczne z ruchomymi głowami, scenografia tematyczna w skali sali — to zadania, przy których liczą się projekt, zaplecze materiałowe, doświadczenie w mocowaniu konstrukcji oraz logistyka transportu i montażu na czas. Tu samodzielność zamienia się w ryzyko: opadające kwiaty, krzywe podwieszenie, ścianka, która chwieje się przy każdym przejściu.

W okolicach stolicy działają wyspecjalizowane studia biorące na siebie całość — od pierwszego szkicu i moodboardu, przez produkcję elementów, po montaż i sprzątnięcie po imprezie. Wspomniane wcześniej Alex Deco prowadzi też wypożyczalnię dekoracji, co bywa rozwiązaniem pośrednim: część efektownych elementów wynajmujemy gotowych, a resztę dopełniamy własnymi pomysłami. Taki model łączy oszczędność z profesjonalnym wykończeniem tam, gdzie naprawdę go potrzeba.

Jak rozsądnie podzielić oprawę? Pomaga proste pytanie zadane przy każdym elemencie: czy jego ewentualna usterka będzie tylko drobnym mankamentem, czy popsuje wydarzenie i zagrozi gościom. Girlanda, która lekko obwiśnie, to pierwszy przypadek. Ciężka konstrukcja nad głowami — drugi.

Od czego zacząć

Skoro znamy już narzędzia, zostaje najtrudniejsze: ruszyć z miejsca. Kolejność prac, która oszczędza poprawek, wygląda następująco.

Wyjdź od celu i charakteru spotkania — inaczej zaplanujesz galę jubileuszową, inaczej warsztat dla działu. Ustal, jakie emocje mają towarzyszyć gościom i jaki obraz marki ma zostać im w głowie. Następnie zmierz salę i sprawdź jej możliwości: wysokość sufitu, punkty zaczepienia, dostęp do prądu, kolor ścian oraz okien. Te dane przesądzają, co da się powiesić i podświetlić.

Mając cel i przestrzeń, złóż moodboard — kilkanaście zdjęć, próbki tkanin, paletę barw spiętą wokół reguły 60-30-10. To on zatrzyma rozjeżdżanie się pomysłów w różne strony. Dopiero teraz rozdziel zadania na te do wykonania samodzielnie i te dla fachowca. Elementy newralgiczne — duże konstrukcje, oświetlenie, podwieszenia — zarezerwuj u dekoratora albo w wypożyczalni z dużym wyprzedzeniem, bo dobre terminy w sezonie znikają pierwsze.

Na końcu zaplanuj logistykę dnia: kiedy ekipa wchodzi na montaż, ile czasu potrzebuje, kto odbiera elementy po wydarzeniu. Dekoracja, choćby najpiękniejsza w wyobraźni, obroni się tylko wtedy, gdy kwiaty doczekają świeże do startu, a goście swobodnie przejdą między stołami. Reszta to już sama przyjemność patrzenia, jak pusta sala zamienia się w miejsce, o którym mówi się długo po tym, jak zgasną światła.

Kup artykuł sponsorowany na tej stronie >>
Komentuj
4 + 6=